Zbliżenia

Wielkie słowa są tylko wielkimi słowami.

Bez we flakonie stoi przede mną. Pięknie pachnie w całym domu. Stąd refleksje. Trochę jak epilepsje.  Konwulsje. Bóle głowy.

Jestem typowym przykładem, że czasami wielkie słowa są tylko wielkimi słowami. Do niedawna wypływały ze mnie potokiem. Wielkie – nawet jeśli nieprawdziwe – jakże słodkie. Przyznaję się – nadużywałam ich. Wszystko to, co do tej pory tu napisałam, było impulsem, zachłyśnięciem się blogowaniem i może miało jakąś wartość, gdzieś tam na samym początku, ale teraz jest tylko zlepkiem zdań, które tworzą przydługawy tekst o czymś konkretnym, ale tak naprawdę o niczym. I jeżeli już mowa o słowach – tych wielkich. To te wróciły do mnie jak bumerang i trochę obiły mi moją uśmiechniętą buzię. Chcę więcej niż robię, a gdy robię, to mam wrażenie, że robię to za mało. Dużo bym sobie życzyła, albo tylko mówiła, że sobie życzę.

Życie jednak szybko uczy, a ja się uczę – na błędach. Przestałam więc używać słów, które niczym tumany kurzu zawisają w powietrzu.  Przebudzenie powiecie?

Ocknięcie – jakże ciężko to przychodzi, prawda? Monotonia, rozrzewnienie i spokój i gotowa odpowiedź na wszystko – to wygodniejszy sposób na życie. Ale czy ogólnie lepszy? Czy ja się ponownie przebudziłam do działania? Wraz z przebudzeniem się natury do życia? Wiosna zdążyła już przyjść na dobre. Ja wstałam z łóżka, z nadzieją, przetarłam zaspane oczy, wykonałam najzwyklejsze, rutynowe czynności, dokądś się śpieszyłam… I BUM. Koniec sielanki, kurtyna sprzed oczu mi się rozsunęła i tak naprawdę nic już nie jest takie, jakim mi się wydawało. Wypompowałam więcej krwi do serca, ciśnienie skoczyło, adrenalina sięgnęła stanu krytycznego.

Wszystko dookoła stało się nagle takie proste i zrozumiałe, jak jeszcze nigdy. W życiu zdarza się więcej niż jedno przebudzenie. I ono nie zawsze musi być takie druzgoczące i złe. Bywa zbawienne, niezwykle pomocne i wreszcie… potrzebne. No bo kto to słyszał, żeby w jakimś takim półśnie ciągle wegetować, jakoś przelewać się z dnia na dzień, nie zauważając nawet co, gdzie i kiedy. Dobrze jest się ocknąć w odpowiednim momencie, choć i tak lepiej późno, niż później. Czas zacząć przestać kolorować piękne słowa,  wykręcać się wymówkami, tłumaczyć się z tego, co jest oczywiste, pisać o rzeczach wielkich, mając problemy z małymi. Jest taki mądry cytat :

Miej czasem odwagę odpuścić.

Może trzeba by wyzbyć z życia słów które z takim przekonaniem stukało się w klawiaturę, wierząc, że napisane staje się faktem. Nie wystarczy poustawiać słów na baczność w równe linijki, trzeba by jeszcze siebie wziąć w garść, a może właśnie usilnie przestać mówić, że trzeba się w tę garść brać. Nie wystawiać pięści przeciwko sobie. Pewnego dnia po prostu wstać i zacząć realizować swoje marzenia. Gdy stanie się przed decyzją, powiedzieć tak. Bo bardziej gotowym już nigdy się nie będzie. Chwytać mniej. Być bardziej.

Brzmi prawdziwie, trochę jak popisowy hymn smutnego blokowiska prawda? Nie pozostaje nic innego, jak tylko potrząsać głową w rytm drżących basów skrytych za przyciemnianymi szybami starego volvo.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *