Poradnik z bycia

Dwudziestoparoletni starcy

Ósmego maja skończyłam 25 lat. Tak, starzeje się. Ale przecież takie są prawa natury. Prawdę mówiąc, nie słyszałam jeszcze, żeby ktokolwiek zgodnie z prawami natury „zmłodniał”. Chyba, że???? Dobra, nie ważne, nie będziemy wnikać, tak jak kwas hialuronowy wnika w usta niejednej Grażyny.

Po prostu, nadchodzi w życiu taki dzień, w którym dostajemy na urodziny 25 kwiatków. Stosownie do wieku – powiedziałby lekarz rodzinny w przychodni rejonowej w mieście. Ja także dostałam kwiatki w ilości stosownej do wieku wraz z życzeniami – spokojnej starości, aktywnej starości, zdrowej starości…. i jeszcze więcej. Podziękowałam za słowa otuchy i zrobiłam przegląd życzeniowych przymiotników , zamieniając je na rzeczowniki.

Wynik przeglądu: –spokój – jakiś czas temu wypracowałam go sobie – aktywność – pozostała jak była, ze zwiększona ilością tej fizycznej, – zdrowie – wraz z wypracowanym spokojem oraz zwiększoną aktywnością fizyczną nie budzi zastrzeżeń. Z małymi przerywnikami. Zgodnymi zresztą z wiekiem. Korzystając z doświadczeń przyjaciół, medycy konwencjonalnej i niekonwencjonalnej staram się te przerywniki eliminować. Uważam, że nic pozytywnego w moje życie nie wnoszą. Jakby na to nie patrzeć, jeśli już doczekaliśmy się tych 25-tych urodzin, wchodzimy (wg statystyki) w ten najlepszy czas życia. 

Dobra zgrywam się z tym starzeniem. Wy pewnie uwierzyliście. Ludzie niekiedy wierzą w te moje debilizmy. A tak naprawdę 8 maj nic szczególnego nie przyniósł, nie osiwiałam, nie stałam się mądrzejsza, ani bardziej dojrzalsza, niż wtedy gdy za dwójką stała czwórka. Jedyne co to przez moją głowę przeleciała myśl, że nie wiedzieć czemu, młodych i gotowych stawić czoła wyzwaniom tego świata ludzi, dopada choroba wieku. Dwudziestoparoletni starcy, każdego dnia próbują rozpocząć „nowe ( podobno) szczęśliwsze życie”, bo teraz jest beznadziejne. Od jutra. Od urodzin. Od nowego miesiąca. Od nowego roku. Niepotrzebnie.

Wracając do przeglądu, naprawdę nie lubię dostawać życzeń urodzinowych, nie dlatego, że mi się nie podobają. Rok w rok to samo. Stąd, myślałam, że tym razem będzie podobnie, aż pośród mojej szybkiej starości nie usłyszałam tego:

– Masz wszystko. Bądź szczęśliwa. Żyj sto jeden lat.

Sorry Gregory. Dla mnie te słowa nie mają sensu.  I  nie chodzi o to, że są głupie, ani o to, że ktoś stwierdził, że mam wszystko. Tak naprawdę,  nie mam wszystkiego i nie chcę mieć.  A nie chcę mieć, ponieważ wtedy człowiek się zatrzymuje, nie idzie do przodu,  osiada na mieliźnie i nie chce więcej. Bo po co chcieć więcej, jak ma się już wszystko? W ogóle, heloł mam 25 lat? kupa czasu jeszcze przede mną na zdobycie tego, czego rzeczywiście jeszcze nie zdobyłam. 

Stąd uważam, że mało jest celnych życzeń, tak jak mało jest celnych pytań. Bliscy chcą wiedzieć, czy jesteś szczęśliwy? –zamiast zapytać co sprawia Ci radość? Zaczynają od pytań o wielkie rzeczy, zapominając, że to właśnie na te wielkie składa się milion tych małych. Szczęście to nie jest jakaś stała jednostka, to stan, który może trwać minutę, dwie, godzinę albo dzień. Szczęście to dziesięć tysięcy drobnych sytuacji. To chwila, którą zwykle zapamiętujesz do końca swojego życia i chciałbyś, żeby trwała, chciałbyś ją zatrzymać, no ale dupa, bo chwila co do zasady trwa krótko, więc mija, ale za to zostaje w sercu. Poza tym, chyba już to kiedyś pisałam. A może nie? no nie ważne. Ludzie najlepiej cierpieć potrafią, dlatego na pytania – jak Ci się wiedzie? odpowiadają – no chujowo…

Zamiast pamiętać, to co dobre, najbardziej pamięta się, jak było beznadziejnie. Tak, to wszystko przez te urodziny, bo ktoś mi powiedział – kończysz 25 lat, to dobry czas żeby zacząć nowe  lepsze życie. Jakby to życie, które do tej pory miałam było jakieś złe. Owszem znalazłabym  parę krytycznych momentów, ale nie trzeba ich wywlekać na światło dzienne za każdym razem jak kończy się ileś tam lat.

W ogóle egzystencja, to szalenie trudna sztuka poszukiwania równowagi między tym, co konieczne, a tym, co naprawdę ważne. Za kilkadziesiąt lat każdy z Nas usiądzie w bujanym fotelu, jakkolwiek abstrakcyjnie to teraz brzmi i zacznie analizować.  Trochę chujowo, gdyby okazało się, że byliście staruszkami mając na karku dwudziestkę piątkę. Kim, więc będziecie mając lat 80 i 80 kwiatków w dzbanku?

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *