Ludzie Zbliżenia

Mam 25 lat i oglądam bajki

„Dziec­ko może nau­czyć do­rosłych trzech rzeczy: cie­szyć się bez po­wodu, być ciągle czymś zajętym i domagać się – ze wszys­tkich sił – te­go, cze­go prag­nie.” – Paulo Coe­lho

Korzystając z okazji, że przechodzę właśnie rekrutację i staram się o pracę w niesamowicie bajkowym miejscu, chcę napisać Wam w co wierzę. Oczywiście dbam o poprawność polityczną, dlatego nie będzie o kościele, a  o bajkach. Więc tak, mam 25 lat i wierzę w bajki. Mało tego – wciąż je uwielbiam. Kopciuszek, Zwierzogród, Vaiana, Merida Waleczna, długo by wymieniać. Kocham się w nich od momentu, gdy co niedziela w porze obiadowej leciały disnejowskie produkcje, a ja wpierdzielając ziemniaki z mięsem, oglądałam na przykład Mulan. 

Swoją drogą, to dzięki bajkom, jestem jaka jestem. Lekko odchylona w lewo, cieszy mnie nawet się dwa złote wygrane w zdrapce. Za to naprawdę współczuję ludziom, którzy zgubili gdzieś swoje wewnętrzne dziecko i wkroczyli w dorosłość z kijem w dupie. Jednym słowem można rzec, wy z kijem macie przejebane, bo w szarym świecie, gdzie na każdym zakręcie wyskakują przykre sytuacje i smutki, szczypta dziecięcej radości jest niezmiernie potrzebna. Prosty przykład. Nieznajoma osoba uśmiecha się do nas na ulicy, prawie zawsze doszukujemy się w tym jakichś ukrytych znaczeń. Natychmiast staramy się to uzasadnić i sklasyfikować dany gest. Stwierdzamy, że albo osobnik był nie do końca sprawny umysłowo, albo chciał nas poderwać (i w konsekwencji obowiązkowo zaciągnąć do łóżka), lub ewentualnie był nawalony. No ludzie, zlitujcie się…

Wiem, że jesteśmy zbyt poważni, zbyt zajęci i zatroskani, żeby się uśmiechać, nie wspominając już szczerym śmiechu, ale nie mówię tu o byciu wiecznym dzieciuchem, które ma w dupie odpowiedzialność żyjąc na garnuszku rodziców, gdzie jedynym problemem jest to, że czasami Neostrada nie śmiga z prędkością światła. Chodzi mi o pielęgnowanie  w sobie tych cech z dzieciństwa, z których dorosłość chce nas oskalpować. Radość z małych rzeczy, optymizm, wiara w marzenia i chociażby ciut zdrowego szaleństwa. Bez tego próżno szukać happy endów. 

Chociaż, nie zaprzeczę, należę do tych osób, co wierzą w te wszystkie pierdoły w stylu „żyli długo i szczęśliwie”. I oczywiście, że miałam tonę momentów, kiedy myślałam – Jak marny naiwniak pielęgnujesz w sobie te cechy, a potem po nocach w swoją ulubioną podusię pakusiasz , bo życie kopie Cię w dupę.  Jednak zawsze reflektowałam się, mówiąc – i co mi zostanie, kiedy tego dzieciaka we mnie zabraknie?  Zorganizowana, twardo stąpająca po ziemi dorosła osoba? która częściej będzie zaglądać do portfela, niż się uśmiechać? A może dojrzała poważna pani, z zaciśniętymi w cienką linię ustami? Albo stateczna kobieta, która zaraz po trzydziestce stanie się zgorzkniałą krową, narzekając na wszystko dookoła? Jakoś mi się do tego nie pali. I dobrze.

Nie wiem, co przyniesie mi los. Ale na razie cieszę się, że nie chodzę z tym kijem dupsku, bo gdybym spinała cały czas pośladki, pewnie do wielu rzeczy nawet bym się nie zbliżyła.

Ps. to co dziś oglądamy?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *