Ludzie

Twoje wybory, tworzą Twoją historię.

Poznałam młodą kobietę. Warszawiankę z krwi i kości, która w pogoni za swoimi marzeniami,  a właściwie za marzeniem z dzieciństwa, zrobiła wszystko by je spełnić. Kupiła gospodarstwo na południu Polski, ponieważ od dziecka marzyła o domu na wsi, kawałku pola i stadku kóz. Zapewne śmieszą Was te kozy, bo któż rzuca życie w kolorowej Warszawie, by hodować te uparte zwierzęta? A tu proszę. Znalazła się jedna taka, co straciła wiele, a zyskała jeszcze więcej. Z premedytacją podjęła pewne decyzje, by iść ku lepszemu. Ma na imię Agnieszka i urodą przypomina Tildę Swinton.

Nie zazdroszczę jej tego, że umiała podjąć takie, a nie inne wybory. Tego, że wgryzła się w takie życie, o jakim marzyła, też nie. Tu nie ma czego zazdrościć. Zwyczajnie ją podziwiam. I chcę żeby inni brali przykład z takiego zachowania, bo wiem, jak bywa z marzeniami i jak bywa z wyborami, których chcemy dokonać i których nigdy nie dokonujemy. Przywiązujemy się. A wygląda to tak, jakby każdy trzymał przy sobie niewidzialną linę i przywiązywał się do tego, co jest obok.  Już piszę, co mam na myśli.

Bo

Chodzi o to, że kiedy jesteś dzieckiem, wszystko wydaje się osiągalne. Spełnienie marzeń o zostaniu strażakiem, lekarzem czy piosenkarzem – jest na wyciągnięcie ręki. Nie mamy oporów, nie boimy się porażek. Nie udaje się raz, drugi –to uda się za trzecim, czwartym, a nawet piątym. Jesteśmy pewni swego. Później jednak dorastamy i ta pewność siebie, którą mieliśmy za dzieciaka, leci na łeb na szyję, a chęć zdobywania niemożliwego powoli zanika, bo po co się uganiać za nieosiągalnym, jak obok jest coś – może nie do końca dobrego – ale stałego.

Zderzamy się ze światem, bo okazuje się, że nie jest to takie proste – mieć ciastko i zjeść ciastko, więc w życiu zaczyna zadowalać to, co jest – i to jest własnie to przywiązanie, a w szczególności jeżeli, to coś jest byle jakie, to już jesteśmy udupieni.  Przecież lepiej nauczyć się pływać w gównie, niż spróbować się z niego wykaraskać. A jak dorzucimy do tego przeświadczenie, że nie należy nam się nic lepszego, od tego co mamy, no to, jak to mówią kaplica. Ilu z Nas tak myśli? Każdy. Nie oszukujmy się, tak działa dorosłość, gdzie nie wiedzieć czemu ambicja zdobywania tego, czego byśmy chcieli naprawdę – znika. Stajemy w połowie wyznaczonej sobie drogi i zastaje nas wahanie, co wybrać: to, co byśmy chcieli robić czy to, co powinniśmy.  Przykre jest, że czasami nie robimy kompletnie nic. Jesteśmy jak takie dupy. Byle się wysrać i tyle. A wszystko dlatego,  że człowiek zapomina o uczuciu, które towarzyszyło mu, np. wtedy kiedy chciał zostać strażakiem.

Jakie to uczucie?

Pragnienie, by wreszcie robić tak, jakby się chciało. Żyć po swojemu. Żyć tam, gdzie jest się w pełni sobą, gdzie można znaleźć inspirację.  Ale wiadomo, że nic nie jest i nie będzie proste, więc bywa tak, że  im bardziej jest „do czego” niż „od czego” uciekać, tym jest wygodniej pójść na łatwiznę i nigdzie nie wyruszyć.  Dlatego tak bardzo podziwiam ludzi, którzy nie rezygnują, nie zarzucają kotwicy, byleby ją zarzucić. Szanuję osoby, których marzenia wymagają dużo czasu i wysiłku. Doceniam ludzi, którzy, nie porzucają swoich celów, bo nie osiągają ich od razu. Przecież, sam Kohelet twierdził, że wszystko ma swój czas. Zegar nieprzerwanie tyka, a jedynym PROBLEMEM, jest zakładanie „Z GÓRY”– że niewiele może się zmienić. Niekiedy na dobre historie, czeka się naprawdę bardzo długo. Aga jest przykładem na to, że nie warto porzucać marzeń, bo akurat nie dzieją się w tej chwili. Poczekała, bo w jej życiu wszystko ma swój czas, dlatego dorobiła się pokaźnego stada pięknych, ale za to jakże upartych kóz. Tak samo upartych, jak Ona. I to ona mi powiedziała:

Moje wybory, tworzą Moją historię.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *