Poradnik z bycia

Decyzje (nie)podjęte podczas siedzenia w pluszowym fotelu

Siedzę na ogromnym pluszowym fotelu, wgniatam się w niego tak mocno, że czuję na plecach drewnianą konstrukcję. Na moich kolanach leży rozładowujący się laptop. I tak się zastanawiam, czy kiedy bateria w końcu padnie, przynieść zasilacz, czy może udać się już w okolice biurka. Myślę.

Obsuwam się. Już na pół leżąco siedzę w oczekiwaniu na stosowny moment. Piszę, patrzę, piszę, czytam, kontempluję. Chwilę temu, według informacji na ekranie, na decyzję pozostawało mi aż czterdzieści minut. Po kwadransie zostaje ich już niby jedynie dwadzieścia. Taka matematyka. A ja nie lubię niespodzianek, przynajmniej jeżeli mowa o sprzętach AGD. 

Dziś pomimo świadomości nieobliczalności życia, stanęłam przed podjęciem pewnej decyzji. I staram się to wszystko obliczać według niestworzonych wzorów. Może nie do końca planować, jak ma wyglądać przyszłość, ale dodawać i odejmować, snuć alternatywne wersje. Tylko, że każda z tych wersji, nie jest dla mnie zadowalająca.  Zamiast spokojnie czekać na to, co przyniosę sobie sama – liczę. A muszę przyznać, że kiepski ze mnie matematyk.

Siedzę już przy biurku. Przyznaję się, gdzieś pomiędzy ostatnimi zdaniami zdążyłam nawet wziąć prysznic. Przepraszam. Że nic wcześniej nie powiedziałam. I że przez chwilę całkiem legalnie używałam płynu do higieny intymnej, zamiast szamponu. Szybko jednak nastąpiła zmiana toru, albo może tylko butelki. Płynu na szampon, rzecz jasna.  Myśli zostały te same. Czekam.

Ale nie czekam na nic, co to czekanie mogłoby mi rzekomo umilić. Bo miło, to było, ale wczoraj, kiedy na sankach niczym mały dzieciak, zjeżdżałam z największej góry w lesie. Teraz, czas wziąć pewne wybory w swoje ręce.  Ale muszę przyznać, że trudno jest podejmować decyzje, kiedy nie jest się do końca pewnym ich słuszności. Wmawiam sobie, że czynię dobro osobie, której bezpośrednio ta decyzja się tyczy, ale czy nie jest tak, że kiedy Tobie się wydaje, że robisz coś odpowiedniego, tak naprawdę robisz największe gówno na świecie? To taka zagwozdka na dziś.

Nie wiem, czego mogę się spodziewać, ale pomimo tego czuję jakiś nieokreślony spokój. Jedyne co  mnie uwiera, to myśl, która niebezpiecznie tłucze się po moim łbie –  najtrudniejsze wybory to te między dobrym, a dobrym. Winę więc zrzucam…właściwie to nie wiem na co. Na brak perspektyw choćby nawet. Bo przecież brak perspektyw w momencie, gdy się one mnożą – zmuszając mnie tym samym do dokonywania wyborów, to jakaś niedorzeczność.

Decyzje. Jakie by nie były, trzeba je podjąć. Ameryki tu nie odkryłam. Moje są…no własnie – Nie tyle trudne, co poważne. Jakoś niespodziewanie stuknęła na kalendarzu czternastka. Nie śpieszę się. Znowu przeniosłam się na pluszowy fotel. Myślę.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *