Poradnik z bycia

Podejmiesz ryzyko?

Jeszcze tego nie wiecie, ale mam świra na punkcie science-fiction, thrillrów  i horrorów. A jak do tego dojdzie obsesja na punkcie Anthony’ego Hopkinsa, to jestem udupiona na maksa. Stąd zachęcona przez internety obejrzałam właśnie cały „Westworld”. Zapytacie jak? Skoro wczoraj był 1 stycznia, dla większości to dzień z kacem. Mnie się udało wyjść z tego obronną ręką, albo głową. Chociaż, rzeczywiście oglądałam może ciut wczorajsza, ale liczą się chęci.

Serial genialny. Możemy nawet wspólnie przeliterować G-E-N-I-A-L-N-Y.  Rzecz jest o sztucznie stworzonym świecie, w którym ludzie mogą bezkarnie – lub tak im się przynajmniej wydaje – skonfrontować się ze swoimi mrocznymi pragnieniami. W szatni zmieniają swoje łachy na kowbojskie ciuchy, ale przede wszystkim życie z konsekwencjami na życie kompletnie bezkarne. Bez ryzyka. Bez winy. Bez ceny. Bo robić mogą wszystko, nie zwracając uwagi na konsekwencje. Chcesz kogoś zabić? Śmiało, możesz to zrobić. Dobra, koniec recenzji, bo to nawet recenzja nie jest.

I właśnie ten serial oglądany na resztkach sylwestrowego alkoholu posunął mnie do pewnych ważnych stwierdzeń. O ryzyku. Muszę przyznać, że to jest niezbędna rzecz dodająca życiu smaku. Jest nieodłącznym elementem wszystkiego, co obok Nas. Podobnie jest w tej produkcji. Nie chcę spoilerować, ale w tym serialu ludzie dużo ryzykują. W imię ważnych rzeczy. Miłości. Wolności. Walki o siebie. Tak jak w prawdziwym życiu. Wciąż podejmujemy ryzyko, zarówno jeśli chodzi o realizacje naszych marzeń, zamierzeń, bliższych i dalszych celów, jak i o związki, relacje z drugim człowiekiem. Podejmujemy ryzyko nie tylko przy próbach szukania partnera, ale również wtedy, kiedy otwieramy się na kogoś, kiedy się zakochujemy, i wtedy, kiedy już jesteśmy w związku, przechodząc chociażby przez kryzysy.

I powiem Wam Moi Kochani, że mnie właśnie kryzysy wiele nauczyły. Pomimo tego, że jestem już doświadczona pewnymi sytuacjami, każde nowe zdarzenie przed którym staję, jest dla mnie pozytywnym wyzwaniem. Podjęłam wiele decyzji. Niektóre były bardzo ryzykowne, brawurowe wręcz. Ale przyznaję, że jestem w dobrym momencie swojego życia. Mam faceta. Przyjaciół. Rodzinę. Mam cztery kąty. Nie mam pracy, ale to  na własne życzenie, za poglądy i za niezależność. Bezrobotni dziennikarze też muszą być na świecie. Gdybym kilka lat temu nie zdecydowała się na radykalną zmianę, gdybym nie podjęła ryzyka – byłabym teraz prawdopodobnie za granicą, może pracowałabym jako kelnerka w jakiejś podrzędnej restauracji, jak większość moich znajomych z liceum. Jest inaczej.

Wróciłam z ciepłej Hiszpanii, gdzie było mi w miarę przyjemnie i miałam w miarę dobre pieniądze, pracując po 12 h dziennie wrzucając tekturowe pudełka na linie, do których inni wkładali owoce, które potem kupowaliście Wy – w naszej polskiej biedrze. Weekendy były wolne, co  dodawało skrzydeł. Miałam 18 lat i cały świat przed sobą, albo tylko półwysep iberyjski. Rzuciłam pracę w połowie sezonu, za zarobione pieniądze opłaciłam studia i mieszkanie.  Czy się bałam, że robię źle? Jasne. Kiedy jest Ci cieplutko i milutko, to naturalnym odruchem jest strach, przed utratą tego znane. Zaryzykowałam, bo czasami trzeba. Czy boję się tego, co przede mną? Nie. Mam prawie 25 lat, nie boję się już świata, nie boję się siebie.

Ale to może dlatego, że jestem jeszcze na lekkim rauszu.  Ale na tym rauszu piszę Wam, że czasami warto podjąć ryzyko w imię…no właśnie w imię czego? W imię Waszego lepszego życia.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *