Poradnik z bycia Zbliżenia

Najlepszą obroną jest…

Ubiegły tydzień nie należał do udanych, w żadnym stopniu. Niby idą święta, niby wszyscy się cieszą, kupują bombki, świecą lampki, spisują listy, robią zakupy, a ja? Ja nienawidzę grudnia najbardziej na świecie. Nienawiść ta jest uzasadniona i z każdym rokiem tak jakby przybiera na sile. Stwierdziłam ponadto, że jest to nienawiść odwzajemniona. Dlatego pomyślałam, że może opowiem Wam coś śmiesznego, także może i po części sobie. Banały.

Do tego całego gówna, które zawsze zwala mi się na głowę właśnie w tym miesiącu, doszła czarna piszcząca mysz. Pokój 16 m2, pokój który jest za mały dla mnie, dla moich książek, nawet za mały M i jego szpargałów. Nawiedziła Ona. Mała nieznośna zołza, która wyprowadzi na manowce, nawet najspokojniejszego człowieka świata. Oczywiście, to nie ja jestem tym najspokojniejszym człowiekiem. Jestem choleryczką, furiatką, wariatką, chociaż podobno mam dobre serce. I stało się. Zołza wyprowadziła z równowagi nie tego spokojnego człowieka, a wariata.  Nie mogłam spać. Potem, Nie mogłam wstać. Byłabym jeszcze skłonna na polubowne załatwienie sytuacji, ale istotnie mnie kiedyś wkurwiła. Akurat, gdy musiałam napisać ważny tekst. Jak tylko przykładałam palce do klawiatury, ona zaczynała koncert życzeń. Kiedy przestawałam pisać, ona przestawała sobie cokolwiek życzyć. Stąd, nie było mowy o jakimkolwiek życiu w symbiozie. Zaczęłam obmyślać plan uśmiercenia gryzonia. I tu kończy się wspomniane wcześniej dobre serce. Podobnie, jak kończy się moja cierpliwość, która miała jawnie określone granice. Zgasiłam światło i ściskając w dłoniach pogrzebacz, chciałam ją po prostu zabić. Małe to zwierzątko, ale za to jakie mądre. Nie pojawiła się tego wieczoru, niczego sobie nie życzyła, nikogo więcej nie wkurwiła. Dzięki temu, ja z ochłapami spokoju mogłam dokończyć to, czego na dobrą sprawę nie udało mi się nawet zacząć.

Kolejna noc, przyniosła kolejny brak snu. Zdawało mi się, że określiłam położenie mojej współlokatorki. Znowu zesrało się szczęśliwe rozpoznanie. Trafiłam, z grubej rury, na resztki czwartkowych paluszków. I przepraszam. Bo nie powinnam, ale… parskam śmiechem. Sytuacja zrobiła się na tyle ciężka, że zobligowała mnie do odsunięcia wszystkich mebli, wyrzucenia ciuchów z szaf na łóżko, celem znalezienia intruza. Kolejna zakładka. Kolejne rozczarowanie. Kolejna godzina. Zimowe popołudnie zamieniło się w noc. Pokój wyglądał jak pobojowisko. Rozwaliłam wszystko, co mogłam rozwalić.  Niczego niestety nie znalazłam. Tylko czy ja właściwie szukałam myszy? Chyba nie. Więc czego? A no.

Nie od dziś wiadomo, że emocje wpływają istotnie na funkcjonowanie człowieka. To właśnie otaczająca nas rzeczywistość jest źródłem naszych doznań. Ustosunkowujemy się do niej, przeżywamy w specyficzny dla nas sposób sytuacje życia, cieszymy się, smucimy, wyrażamy różnego rodzaju emocje, które są nieodłącznym elementem naszej egzystencji. Emocje mają niezwykłą siłę. Nie poddają się obiektywnym faktom. Rozpacz widzi smutek nawet w tęczy, podobnie jak uszczęśliwione serce odnajdzie radość we wszystkim. Dlatego to zacięte polowanie, stało się pretekstem, do bezprawnego szastania emocjami. Do niedawna myślałam, że to ja jestem szaleńcem, który potrzebuje wyżyć się, by zapanować nad swoimi uczuciami. Kiedy jesteś taki jak Ja – szukasz, pukasz do wszystkich drzwi, by znaleźć, to czego Ci brakuje. Ale tego nie znajdujesz. Bo za drzwiami jest tylko Buka z Muminków, czarne wielkie coś, które przeraża najodważniejsze dzieci. Ta Buka, która kompletnie nie rozumie tego, co do niej mówisz i tego co czujesz.

Uśmialiście się? pożałowaliście mnie? Nie będę ściemniać. Przecież wspomniałam na początku, że opowiem Wam coś śmiesznego. Czy to była historia o zmierzłym gryzoniu, który utrudniał mi życie? Nie. Napisałam o tym, bo tylko na tyle w tym momencie mnie stać.  Chciałam Was rozbawić tym, jak bardzo nie lubię grudnia ( przecież podobno każdy kocha ten miesiąc) i jak wielką sztuką dla mnie jest przetrwanie tego czasu w umiarkowanym spokoju. Chociaż nie wiem, czy demolowanie pokoju można nazwać trwaniem w opanowaniu.  Aha, byłabym zapomniała, gdzieś pomiędzy tymi moimi poszukiwaniami,  usłyszałam takie oto zdanie, które sens ma dopiero dziś.

bądźże cierpliwa i spokojna narwana kobieto, a ona sama przyjdzie.

Nie przyszła. A ja szukam. I szukam. Myślę i myślę. O czym? Ano, że w gruncie rzeczy nie jestem cierpliwa i nigdy nie będę, chociaż chyba jestem prawie spokojna. Pomimo tego, że od rana : Chleb masłem do ziemi. Jajka. Praca. Rozmowy. Pisanie. Czytanie. Projekty. Sikanie. Sranie. Życie. Spokojnie. Z dystansem, kurwa.

Czasami lepiej nie wywoływać myszy z szafy. Najlepszą obroną jest….SPOKÓJ. Tak przynajmniej mówią.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *