Ludzie Zbliżenia

My, herosi z podwórka numer 90.

Pomimo tego, że jestem cichą fanką smartphonów oraz ich użyteczności ( tej racjonalnej), pomimo tego, że używam niebieskiej Efki, płacę przez internet, prowadzę wideo rozmowy i od czasu do czasu z braku laku korzystam z Wikipedii, mam chwile wysublimowanego buntu wobec różnic, które dzielą świat mojej dorosłości ze światem mojego dzieciństwa. Przyznam bez bicia, że od ludzi lat 50, 60, 70 dzielą mnie kilometry w postrzeganiu świata, od ludzi, którzy narzekają na kurewski byt i bezpowrotne zmiany systemowe, które nieuchronnie kierują społeczeństwo ku zagładzie też dzielą mnie nie małe odległości, to ze łzą w oku, nawet nie jedną, wspominam to wszystko, co towarzyszyło mi w latach pędu ku dorosłemu życiu.

Krąży po internetach tekst o patologicznych dzieciach patologicznych rodziców, trafia tak celnie, jak snajper w przestrzeń między oczy, nie myli się. Lubię Go czytać. Do podusi. Tylko nie tej wymodlonej. Tej wspominajkowej. Też mam pato rodziców i byłam pato dzieckiem. Dorastałam w czasach, co to nie było naszej-klasy, tindera srindera, ślubu od pierwszego wejrzenia i Warsaw, Georgie, Panama Montana i tak dalej Shore. Kamień z serca, sercu lżej.

Nie mam pojęcia co teraz dzieci robią. Czy bawią się podobnie jak my? Chociaż te unijne place zabaw, jakby takie mało zabawne są. Wychylam głowę z okna, a tam pustka na osiedlu. Brak chłopców ciupiących w nogę, dziewczynek skaczących w gumę też nie uświadczy. Cóż, może w takim miejscu mieszkam, że nie widać? że dzieci mało? W każdym razie nie zazdroszczę im.  Każdy ma takie czasy na jakie zasłużył i w jakich się urodził. Za moich to się dopiero działo. Jedna bajka w TV, Rozmowy w Toku ściśle zabronione, bo tematy bardziej ucywilizowane były, o problemy zahaczały.  Teraz to taka papka dla dziadka, co już nie słyszy i Ewę ogląda z sentymentu, tak jak ja piszę ten post- z czułością godną pierwszego prowodyra wszystkich zabaw na ulicy silnie uczęszczanej przez końskie wozy! Nie ważne, cofnijmy się więc moi drodzy, do krainy Kaskadą i Vibovitem płynącej!  Ale dla tych mniej ochoczo cofających się , zahasztagujemy, co by troszeczkę w teraźniejszości zostać!

Przed Wami hasztagowa lista mojego szczęśliwego życia lat prawię 15 temu :

# Inna perspektywa, szerokie horyzonty

Pająka pamiętam, co to za łóżkiem siedział. Ogromny. Jak te hodowlane tarantule. Tak myślałam wtedy. Przecież to zwykły krzyżak był, to my dzieciaki inną perspektywę obieraliśmy po prostu.

# Szkiełko i oko

Patrzenie przez szkiełko do spawania na zaćmienie Słońca. Ale nie oszukujmy się zaćmienie do tego nie było potrzebne. Wszyscy zerkali nawet jak go nie było. Ja także. Do czasu…aż ucięłam sobie takim szkiełkiem opuszek palca.

# Powrót z wakacji

Pamiętam te powroty i te momenty po przekroczeniu progu domu. Mama robiła moje ulubione jedzenie. Co najmniej jakbym była na końcu świata i nic przez tydzień nie jadła. Prawda jest taka, że byłam we wsi obok u Babci. Wracałam -kulą tłuszczu będąc.

# Lalki Barbie

Razu jednego dostało się z jakiejś firmy gadżety od Barbie, bo udało się uzbierać wszystkie naklejki i wypełnić nimi album. Oszukiwało się. W sklepie razem ze znajomym Panem właścicielem zaglądając pod papierek gumy czy zawartość skrywa coś, czego jeszcze się nie ma.

# Obite kolana

Och, całuję te moje blizny. Na drodze 50 metrów od domu, razem z koleżanką w jednym momencie zobaczyłyśmy 5 zł, toż to majątek był wtedy, więc rzuciłyśmy się po nie na śmierć i życie. Chwilę później z obitymi kolanami, biegusiem do sklepu pędziłyśmy. Za 5 zł dostałyśmy 2 kg czekoladowych wafelków i po dwa jabłka na przegrychę. Cóż, kto wtedy myślał o byciu fit? Chyba nikt. Jak rzygać to czekoladą! Dziś się rzyga piwem i kebabem.

# Segregator i Karteczki

Gdyby ktoś mi powiedział, że z uporem mania będę tak coś kolekcjonować, to bym go wyśmiała. Zapędy kolekcjonerskie miał więc co drugi dzieciak. System wymiany karteczek każdy miał inny. Się miało Czarodziejkę z Księżyca, te u mnie były najcenniejsze. Leło z Tytanika też był wart wiele. Och pamiętam mój pierwszy segregator, z wizerunkiem  Brendona z 90210.

# Mini playback show

No i było takie show, co to pozwalało mniej utalentowanym dzieciom spełniać marzenia o śpiewaniu. Dziś są Mali Giganci, dzieci tam mają takie parcie na szkło, że na telewizorze pojawiają się pęknięcia. By fan, była radość ze śpiewania hitów głosem Madonny.

# Hugo Helikopter

Interaktywny program telewizyjny dla dzieci, którego bohaterem był wesoły troll Hugo. Emocje, które towarzyszyły przy oglądaniu tej gry były niezapomniane. Nie daj Bóg, jak dziecko, które grało zrobiło błąd, aż dupa sama podskakiwała ze zdenerwowania.

# 36 zdjęć z wakacji

Kodak. Trzydzieści sześć klatek. Każda rozsądnie wykorzystana. Obawa, czy zdjęcie wyjdzie czy nie. Brak możliwości skasowania niewygodnego ujęcia. Najlepsze wspomnienia, nie wybrane najładniejsze – bo zachowane każde.

# Hubba Bubba, Trubo i Donald

Hubę wspominam najlepiej, wpierniczałam ją całą do japy. Zachłannie, jakbym nigdy miała jej nie zjeść. Trubo też była smakowa, połknęłam przez przypadek. Wciąż słyszę z tyłu głowy krzyk mamy : nie połykaj, bo Ci się do żołądka przyklei.

# Żelki na sztuki i oranżada

Oranżada z fioletowego woreczka przez słomkę pita, niby nic a jednak cieszy. Żelki po 50 gr w wiejskim sklepie kupowane na sztuki. Pamiętam, w kształcie szczurków, ohyda, ale jaka smaczna. Czy coś teraz kosztuje 50 groszy w ogóle?

# Mamo daj złotówkę!

I mama dawała złotówkę. Tę złotówkę, do której często dziś nie przywiązujesz uwagi. Kiedyś, gdy ją miałeś- byłeś kimś. Miałeś u stóp świat i Oskara w łapie. Tego Oskara, co pierw czekoladę się zjadało, a później loda.

# Buła z masłem, chleb ze śmietaną i cukrem, surowe jajo

Takie rarytasy mieliśmy okazję kosztować. Kogel mogel, łycha miodu. Niebo w gębie codziennie mieć. Bogactwo dla Herosów.

# Ciotka z Ameryki, co paczki wysyła co miesiąc!

Tak Nas bajerowali. Ale były starsze koleżanki, co się je podsłuchiwało zacięcie, coś o krwi lecącej miesiąc w miesiąc mówiły.  Z płaczem biec do domu, do mamy, drąc mordę, że ja tak nie chce. Pamiętam jak dziś.

# Zakazany Owoc, Sherry Sherry Lady!

Ta piosenka, co to mama słuchać nie pozwoliła, bo gówniarz byłam i tyle. Modern Talking, co podobno obciach teraz śpiewać, na huśtawce za domem nuciłam słowa ledwo pamiętając.

#Plakaty raz!

I otwierasz szafę, a tam Boski Leo z Titanica na Ciebie zerka.

# Zaklepywanie postaci

Och, w czasach podstawówki to dopiero była muzyka. Ciul z tym, że na dobrą sprawę tylko jedna z nich umiała jako tako śpiewać. Te zigazig ah, co do tej pory wymówić nie umiem. Power Rangers – ja jestem różowa!

# Sailor Moon, czy jak wolisz Czarodziejka z Księżyca,  a może też Sabrina nastoletnia czarownica

Doskonale pamiętam te chwile, gdy wracając ze szkoły, biegłam „na łeb na szyję” aby zdążyć na emisję czarodziejki. Sabrina też dawała nieźle po garach. Czyżbym miała jakieś zboczenie związane z magią?

# Jojo, Tamagotchi

Jojo, niby takie nic, a znaczy wiele. Moje było srebrne i świeciło. Każdy kto je miał, musiał zdobyć podstawową umiejętność, czyli nauczenie się kołyski. Oj ile to razy oberwała moja twarz. Muszę przyznać, że jojo zniknęło równie szybko, jak się pojawiło, pozostawiając za sobą pogorzelisko niezrealizowanych talentów ćwiczących niemodne już sztuczki i podbite oczy. Z Tamagotchi sprawa ma się podobnie. Co druga osoba w szkole szpanowała zwierzakiem przytwierdzonym do paska. Dźwięk Piiii zna chyba każde dziecko lat 90. Dziś, to są specjalne apki w telefonach, Poe i inne zwierzaki, tylko piii już nie to samo, bo współczesne pii można pomylić z dźwiękiem przychodzącego mejla.

# Buty

Buty w czubek, nawet najmniejsza stópka wyglądała jak stopa Yeti. Zapomniałabym – drewniaki. To były buty, w których trudno się ucieka, gdy kradnie się czereśnie od sąsiada.

# Beverly Hills 90210

Która z Nas nie wzdychała do Brandona czy Dylana, no która? Mama czasami zabraniała oglądać ten serial, bo podobno zbyt wyzwolony był. Może trochę, ale nie zgorszyłam się do końca przez niego. Fabuła była prosta jak drut. Ten z tamtą, ta z tym, oni razem, potem tamta z nim, i tak w koło. Podobnie jest dziś, tylko fabuły brak.

# Walkman, takie okrągłe na płyty

I to się nazywa prawdziwy cud techniki.  Symbol przemysłu muzycznego, symbol bólu wyczerpanych baterii, symbol tylko jednej działającej słuchawki.

# Smels like teen spirit 

No to to była muzyka. Grunge w całej okazałości.  Nirvana, Pearl Jam, Scorpions, Guns N’ Roses! Wytarte jeansy, trampki i czarne koszulki z wizerunkami idoli. W zasadzie, to koszulki przy dobrych wiatrach były, gdy mamie udało się  takową znaleźć na szmateksie.

# Złote myśli, pele mele, jak zwał tak zwał

Dzisiejszy ask.pl czy tam inny portal pytam-odpowiadaj. Praźródło tego tworu jest chyba znane. Na myśl przychodzą dziewczęta dzierżące w dłoniach zeszyt z pytaniami od jednego do miliona w stylu : Jaki jest Twój ulubiony kolor? Ale przecież te dziewczęta nie wymyślały tych pytań, bo chciały wiedzieć czy lubisz psy, ważne było pytanie numer 40: Czy masz dziewczynę? i pytanie numer 41: Jeżeli tak, to podaj jej inicjały? No i wpychało się te pele mele chłopakowi, do którego robiło się maślane oczy. Tak maślane oczy, a nie loda w szkolnej toalecie.

# Rewelacja na Bałtyku, Nie da Ci tego ojciec nie da Ci tego matka, co może dać DISCO POLO!

Niby kicz, niby wieź i słoma z buciska wystaje, ale niech pierwszy rzuci kamień, kto nie słuchał, kto nie nucił i nie tańczył do rodzimych rytmów polo disco! Disco Relax tak relaksowało, że dziś niejednemu taki chill by się przydał. Chuj z tym, że teledyski nie nadawały się do oglądania, grunt  że Shazza gościła co niedziela w każdym domu.

# Wrotki,  czyli o tym jak wybić zęby w sposób bardzo prosty

Nie wiem, kto wymyślił te diabelskie buty o czterech kółkach, ale jedno jest pewne-  chuj z niego był, bo chciał żeby dzieci straciły wszystkie swoje zęby za jednym zamachem. Chociaż plusy w każdej sytuacji można odnaleźć. Wrotki uczyły koordynacji, by w wieku dorosłym trzymać pion idąc z imprezy, po tym samym wyjeżdżonym za młodu chodniku.

# Vibovit

Miejska legenda głosi, że to rozpuszczalny proszek, którego chyba żadne dziecko nigdy nie rozpuściło. Może to i lepiej? Prawdopodobnie to on przysłużył się temu, że wszelkie upadki kończyły się zdartymi kolanami, a nie na izbie przyjęć, czekając 8 h w kolejce. Prawdopodobnie to dzięki niemu, wpierdzielałeś jak dziki śliwki prosto z drzewa, kompletnie nie przejmując się, czy są one osikane czy osrane przez wróble. Lizałeś Vibovit –  zdrowie gwarantowane!

# Skakanie w gumę

Oj, miałam ja koleżankę, co skakała przez gumę jak sarenka. Pinda dochodziła do pach albo i dalej. Cóż, ja zawsze byłam niska, ale za to zacięta w boju . Ciekawa jestem, czy pamiętałabym jeszcze kombinację skoków. Poniedziałek, wtorek, środa… tak, tak, pamiętam – takich rzeczy się nie zapomina. Kto ze mną poskacze?

# Tazosy

Ze złotówką w kieszeni, dzieci były panami świata, a jak wiadomo w dzieciach nadzieja. Tę nadzieję wykorzystywali producenci chipsów, lizaków i innych zdrowych produktów, których dzisiejsi rodzice zabraniają swoim pociechom. No, ale wracając, wypuszczali, naklejki, karteczki czy np., tazosy z motywem gwiezdnych wojen, a my poświęcaliśmy te nasze złotówki.  Przynajmniej najadłam się chipsów za wsze czasy, dziś chipsy nie są fit przecież.

# Brawa dla Bravo!

Wielce prawdopodobne jest to, że Bravo miało większy wkład w edukację seksualną naszego pokolenia, niż lekcje  WDŻ w szkole. Była to gazeta silnie przygotowująca nastolatkę do życia w dorosłym świecie.

# Pstryczek w dupę

Chłopaki  w podstawówce nas pstrykali. Mieli takie fachowe sprzęty. Nie, nie – nie kutasy, takie z zapaliczek środki wyjęte. I nas pstrykali pod spódnicami dla zabawy, bo troszku prądem raziło. Dziewczęta piszczały, że hoho.

# Dance, Dance,Dance proszę państwa

Dr Alban, Fun Factory, Ace of Base, Mr President. Pamiętam, że Fun Factory wpędziło mnie w kłopoty. Nagrałam ich piosenki na kasetę taty z jego ulubioną muzyką. Cóż oberwało mi się, ale radocha ze śpiewania nieskalaną angielszczyzną –  end celebrejszon kamen hef som fan – była po prostu bezcennna!

#Wieczorynka,  godzina 19, podano do łóżka!

Jasne, że wieczorynki są puszczane nadal. Jednak wieczorynki lat 90. to wieczorynki z klasą. Wilk i Zając, Reksio ,Krecik- chapeau bass. Gumisie i Smerfy oglądał nawet mój tata. Przepraszam,  nie mogę zapomnieć o absolutnym hicie! Gloria i Chwała następowała w niedziele, kiedy TVP emitowało kreskówki prosto z Disneyowskiej taśmy!

# Bandy i inne Bojsy

Lata 90. to apogeum popularności boysbandów. Która z dziewczyn nie wzdychała do Bartka z Just5, gdy czule śpiewał KOLOROWE SNY KIEDY JA DOTYKAM CIEBIE. Taniec synchroniczny, romantyczne spojrzenie lidera, koszule i szerokie jeansy, na to leciały heroski tamtych lat! A Brian z Backstreet Boys? Miłość niejednej jeszcze nic niewiedzącej o miłości dziewczyny!

Jest jeszcze tego kupa, ale to może kiedyś. Następnym razem. Bo wiecie, uleciał mi gdzieś Pegasus, lizanie zimą bramek, co by język się przykleił, łowienie ryb na kij ze sznurkiem, skakanie przez rowy, pływanie w stawku, jazda na rowerze w pięć osób, przydomowy salon fryzjerski, tatuaże z henny, dokuczanie młodszemu rodzeństwu, jedzenie czereśni, rzecz jasna kradzionych. Celebruję te wspomnienia i szczerze mówiąc nie wiem, co wyrosnąć może z pokolenia, które nie ma absolutnego pojęcia, jakim szacunkiem można było darzyć karteczki z segregatora.

Enjoy Herosi!

photo: pixabay.com/Materiały promocyjne/Wikimedia Commons/SuperWikipediano/Dragossmeu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *